Solène — cicha identyfikacja o długiej pamięci.
Solène to mała marka kosmetyczna w Lizbonie zbudowana na prostej obietnicy: mniej produktów, zrobionych porządnie. Przyszli do nas z mocnym punktem widzenia i logo, które go nie nosiło. Naszym zadaniem było dać marce cichą pewność, która i za dziesięć lat będzie wyglądać właściwie.
Brief
Założyciele wyrośli z identyfikacji robionej własnymi siłami. Wordmark był generyczny, opakowania wyglądały na półce nerwowo, a nic nie łączyło butelki w dłoni z marką w sieci. Nie chcieli trendu — chcieli czegoś spokojnego i trwałego, co pasuje do produktów w środku.
Wcześnie ustaliliśmy jedną gwiazdę polarną: powściągliwość. Każdą decyzję oceniamy pod kątem tego, czy czyni markę jaśniejszą, a nie głośniejszą.
Nasze podejście
Zaczęliśmy tam, gdzie zawsze — od słów. Krótkie ćwiczenie z namingu i głosu wyostrzyło to, jak Solène mówi: prosto, ciepło, nigdy klinicznie. Ten ton poprowadził potem wszystko, co wizualne.
Stamtąd zbudowaliśmy system w trzech warstwach:
- Znak. Autorski wordmark wyprowadzony z humanistycznego grotesku, z jednym zmiękczonym detalem, który niesie się przez całą identyfikację.
- Paleta. Ciepły papier, głęboki atrament i jeden glinkowy akcent — tyle, by wyróżniać się na półce bez krzyku.
- System. Elastyczna siatka, skala typografii i zestaw układów, by zespół wewnętrzny tworzył nowe rzeczy wciąż wyglądające jak Solène.
„Wreszcie mamy markę, która wygląda jak produkty — spokojną, przemyślaną i naszą. Po dwóch latach wciąż wygląda właściwie.”
Efekt
Nowa identyfikacja ruszyła na opakowaniach, stronie i w retailu w jednym sezonie. Na półce linia czyta się jak jedna rodzina; w sieci marka wreszcie pasuje do butelki w dłoni. Co najważniejsze, system się trzyma — zespół wdrożył od tego czasu kilkanaście nowych rzeczy bez nas, a każda wygląda jak Solène.
To rodzaj pracy, z której jesteśmy najbardziej dumni: niegłośna, nie błyskotliwa dla samej błyskotliwości — po prostu właściwa i stworzona, by trwać.